Z wizytą we Francji – Haras de Couvains. Spojrzenie na hodowlę z francuskiego punktu widzenia.

Hodowla koni, jak każdy pewnie wie to proces długotrwały, żmudny i niejednokrotnie wymagający wielkich poświęceń – ze strony hodowcy, jak i jego rodziny. Przekonała się o tym rodzina Państwa Levallois, która z pokolenia na pokolenie przekazuje sobie tajniki sztuki hodowlanej. Trudy zostały jednak hojnie nagrodzone, bo wyhodowanie między innymi takich sław jak Diamant de Semilly czy Le Tot de Semilly stawia właścicieli na najwyższej półce hodowlanej. Będąc w Normandii skorzystałam z okazji i odwiedziłam hodowlę Haras de Couvains, gdzie bardzo chętnie na kilka pytań odpowiedziała pani Sophie Levallois – osoba odpowiedzialna za marketing stadniny oraz żona głównego hodowcy, managera Richarda Levallois.

Co uważacie za swój największy sukces?

Wszystko zaczęło się tak naprawdę od Le Tot de Semilly. Pomógł on mojemu szwagrowi Ericowi Levallois zostać jeźdźcem zawodowym, mojemu mężowi zaś profesjonalnie zaangażować się w część hodowlaną, embriotransfery czy sprzedaż nasienia.

Czym zajmowaliście się wcześcniej, przed Le Tot de Semilly, czy hodowla była obecna u Was cały czas?

Nie, mój mąż studiował rehabilitację. Kochał jednak konie i chciał zająć się hodowlą (w przeciwieństwie do mojego teścia, który w dużej mierze oprócz hodowli zajmował się również sprzedażą koni).

Kiedy stwierdziliście, że istnieje możliwość stworzenia życia wokół koni i ,,z koni’’?

Zajęło to trochę czasu, zważywszy na fakt, że w Normandii mamy dużo klaczy ciężkich i mocnych, które nie pasowały pod Le Tot. Musieliśmy go więc rozpromować na inne regiony Francji. Na początku inseminowaliśmy u siebie 10 klaczy rocznie, teraz ponad 700. Cały proces zajął jednak około 20 lat.

Jakie zmiany hodowlane zaobserwowaliście na przestrzeni lat?

Wiele rzeczy się zmieniło, przede wszystkim techniki rozrodowe, jak również otwartość ksiąg stadnych. Wraz z rozwojem inseminacji, na przykład nasieniem mrożonym wzrosła współparaca pomiędzy różnymi związkami rasowymi. Obserwowaliśmy to na przykładzie Le Tot (zagraniczna wysyłka nasienia była raczej sporadyczna) i Diamanta (w ciągu kilku dni nasienie może dojechać do klaczy za granicę). Hodowcy francuscy również otworzyli się na ogiery zagraniczne, konkurencja stała się zatem bardzo duża. Nie było łatwo przetrwać na tak ciężkim rynku. Większość właścicieli ogierów sprzed lat zniknęła zupełnie. Jesteśmy jednymi z nielicznych, którym udało się utrzymać na rynku. Stało się to dzięki temu, że otworzyliśmy nasz katalog na inne ogiery, nie tylko nasze własne. Zdarzało się, że hodowcy szukali innych ogierów i jeśli nie mogliśmy ich zaoferować nie podejmowali z nami współpracy. Wielu hodowców nie utrzymało się na rynku ze względów marketingowych. Nawet jeśli mieli kilka wartościowych ogierów ginęli w konkurencji z wielkimi potentatami. My staraliśmy się otworzyć na rynki międzynarodowe.

Czy w swojej hodowli korzystacie z dolewu zagranicznej krwi?

Tak, ale staraliśmy się najmniej jak to możliwe, bo konie francuskie, co jest niezwykle istotne są bardzo uważne i łatwo się uczą. Francuscy jeźdźcy w porównaniu z niemieckimi (poświęcającymi sporo czasu ujeżdżeniu i pracy w ogóle) nie lubią trenować bardzo intensywnie (tu śmiech). Specyfika koni niemieckich jest zdecydowanie inna, są to konie mocne, lecz niezbyt łatwe do jazdy. Ze względu na to, że większość jeźdźców to jednak amatorzy my oczekujemy od konia łatwej współpracy – takiego, który chętnie idzie do przodu, nie zatrzymuje się, łatwo się koncentruje na wykonaniu zadania. Korzystając z koni zagranicznych mamy na celu głównie uszlachetnienie głowy i budowy.

Co sądzicie na temat koni francuskich, francuskiego świata jeździeckiego?

Mamy dobre stosunki. Jesteśmy trochę jak rodzina. Często spotykamy się na zawodach. Ostatnio pojawiło się jednak sporo managerów ogierów, którzy nie wywodzą się ze świata jeździeckiego, co do tej pory nie było zbyt popularne. Staramy się jednak ze sobą współpracować i pomagać sobie nawzajem. Organizujemy na przykład wspólnie pokazy ogierów, co jest dosyć niespotykane w porównaniu z Niemcami czy Belgią, gdzie sporo prywatnych właścicieli organizuje pokazy czy aukcje we własnym zakresie. My wolimy zgrupować większą liczbę ludzi i ogierów w jednym miejscu. Gdybyśmy tak nie robili nie moglibyśmy wówczas w stanie zgromadzić większej liczby hodowców, widzów.

Na co zwracacie szczególną uwagę u źrebiąt, czy trzymacie je do osiągnięcia jakiegoś wieku, czy są oceniane i od początku pada decyzja o pozostaniu w hodowli, bądź sprzedaży?

Oczywiście odpowiedź nie jest prosta. Odpowiedzialnym za tą część jest mój mąż. Na początku chcieliśmy zostawiać wszystie źrebaki do osiągnięcia wieku 3 lat. Teraz robimy embriotransfery i możemy pozwolić sobie na wcześniejszą sprzedaż.

Ile koni posiadacie aktualnie?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Ogólnie w roczniku mamy około 40 źrebiąt.

Co sądzicie na temat hodowania koni w księdze selle français w Polsce?

Nie jest łatwo hodować we francuskich księgach stadnych. W związku selle français załatwienie wszystkich formalności trwa niestety jeszcze wciąż dosyć długo. Związek zaczyna otwierać się na ,,świat” coraz bardziej, od hodowcy wymaga to jednak sporej cierpliwości. Zdecydowanie lepiej w tej kwestii radzą sobie Holendrzy czy Belgowie. Nawet jeśli klienci są zainteresowani wpisem do ksiąg SF (na krycie świeżym nasieniem przyjeżdżają klacze z całej Europy) sugerujemy im wpis w rodzimych księgach, ze względu na wysoki koszt oraz bardzo długą procedurę.

Jaka jest wasza opinia na temat francuskich ogierów?

Narodowo możemy pochwalić się kilkoma sławami, jak choćby Quidam de Revel, Quick Star, Papillon Rouge czy Jalisco B, co oczywiście jest powodem do dumy.

Jak wygląda wasza codzienna praca?

Nasze centrum składa się z dwóch części – hodowlanej i treningowej (w której przebywają głównie konie młode i ogiery). W części hodowlanej mamy 4-5 pracowników, którzy opiekują się końmi i bydłem. W części sportowej mamy 4-5 jeźdźców, jeźdźcem głównym jest Olivier Martin. W okresie inseminacyjnym zatrudniamy dodatkowo 2 weterynarzy. Każdy odpowiada za swoją część.

Czy region geograficzny ma znaczenie w hodowli koni?

Tak, jest niezmiernie istotny. W Normandii hodujemy inne konie niż na południu Francji. Trawa jaką tutaj dysponujemy jest bardzo dobra dla wzrostu koni sportowych. Zawiera minerały i jest dobrze zbilansowana. Kościec koni przebywających na pastwiskach i wracających na okres zimowy do stajni jest zdecydowanie mocniejszy, w porównaniu z innymi regionami geograficznymi.

Zatem gdyby nie dobry klimat nie byłoby takich sław jak Le Tot czy Diamant de Semilly?

Może nie aż do tego stopnia, jednak na pewno dobremu klimatowi zawdzięczają zdrowie i długowieczność.

Co sądzicie na temat marketingu koni francuskich?

Niestety nie jest najlepszy, na przykład podczas pokazu ogierów Diamant de Semilly był prezentowany jako ogier numer 1 na świecie. Pokazany był podczas 2 minut, szybkie oklaski i koniec. Jestem przekonana, że gdyby był w Niemczech odbyłaby się tam wielka owacja z muzyką i nagraniami, u nas nie miało to miejsca. Związek SF nie przygotował dla niego nic specjalnego, co było trochę przykre.

Do jakich związków należą głównie hodowcy francuscy?

Współpracują dużo ze związkiem Zangersheide, który jest relatywnie blisko i ma bardzo mocno rozwinięty marketing lub Anglo European Studbook (AES).

Rodzina Państwa Levallois to świetny przykład ciężkiej pracy, wytrwałości i odrobiny szczęścia. Ich główny cel hodowlany to konie mocne oraz łatwe i chętne do jazdy. Jak sami przyznają może konie francuskie do najpiękniejszych nie należą, ale zdecydowanie mogą pochwalić się innymi cechami, które stawiają je na najwyższych miejscach rankingowych.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s